Ja wiem - sam swoim nie błyskałem ;-) Niemniej jednak zawsze przyleci jakaś ciocia z kompaktem pod Twoją nieobecność i jedzie tą lampą... No i populacja "nieuświadomionych" a posiadających aparaty jest ogromna i mi przynajmniej wychodzi na to że od tej lampy dzieciom się nic zupełnie nie dzieje...
błysk/flash a fotografowanie niemowląt ??
Zwiń
X
-
-
Od jednego błysku raz na dwa miesiące pewnie nie (co nie zmienia faktu, że podobno fotografia cyfrowa zesłała pod strzechy lustrzanki o tak czułych matrycach, że można pstrykać w ciemnościach. Szkoda, że typowy pstrykacz wykorzystuje to do oglądania szumów w skali 1:1 na monitorze żeby mieć argumenty w kolejnym flejmie "co bardziej szumi - Nikon czy Canon?", a nie umie tego wykorzystać przy robieniu zdjęć...).Ja wiem - sam swoim nie błyskałem ;-) Niemniej jednak zawsze przyleci jakaś ciocia z kompaktem pod Twoją nieobecność i jedzie tą lampą... No i populacja "nieuświadomionych" a posiadających aparaty jest ogromna i mi przynajmniej wychodzi na to że od tej lampy dzieciom się nic zupełnie nie dzieje...
A to, że po 30 sekudnowym guglaniu 99,9% informacji w sieci sprowadza się do tekstu: "Pamiętajmy o przejściowej nadwrażliwości na światło i nie świećmy noworodkowi lampami prosto w oczy. Unikajmy robienia zdjęć z lampą błyskową" - to świadczy tylko o tym, że "się nie znają", bo fotograf z wyborczej na oddziale noworodków jest większym autorytetem.
Dla mnie EOT - ja robiłem bez lampy.
A w ogóle co to za pomysł, żeby portrety walić z lampą? Płaski fajans wyjdzie przecież (taa, wiem: w sufit i takie tam... A i tak BEZ lampy są fajniejsze).Komentarz
-
Oj chyba przesadzasz i to sporo. Jeśli to co piszesz byłoby prawdą w 1% to moja wnuczka (obecnie lat 7) powinna być już całkowicie ślepa a cieszy się dobrym wzrokiem.
Dziecko w okresie pierwszych dni po urodzeniu prawie wcale nie widzi. Podejrzewam, że po części jest to naturalny mechanizm zabezpieczający przy spojrzeniu "prosto w słońce" dany nam przez naturę. Błyskanie flashem w obecności dzidziusia szkodzi mu znacznie mniej niż dorosłemu.
Janusz,
Old enough to know better - but I do it anyway.Komentarz
-
Zdjęcia można robić różnie, "w obecności" nie musi znaczyć "waląc prosto w oczy seriami"...Dziecko w okresie pierwszych dni po urodzeniu prawie wcale nie widzi. Podejrzewam, że po części jest to naturalny mechanizm zabezpieczający przy spojrzeniu "prosto w słońce" dany nam przez naturę. Błyskanie flashem w obecności dzidziusia szkodzi mu znacznie mniej niż dorosłemu.
Jeżeli "nadwrażliwość" u noworodka - o której wszędzie piszą - znaczy to samo, co u dorosłego - to IMHO jednak mu przeszkadza, i to bardziej, niż dorosłemu. Czy mu szkodzi? Nie mam pojęcia, mogę sobie gdybać i wybierać w góglach wygodniejsze linki (będę miał łatwiej, ciężko znaleźć te, które twierdzą, że nie szkodzi i nie przeszkadza). Ale swoje dzieci będę fotografował na początku bez lampy - na pewno im to nie zaszkodzi, a i zdjęcia będą fajniejsze
Komentarz
-
A sądzisz, że jest jakaś różnica czy walniesz 580 w sufit czy kompaktem po oczach? Jeśli jest jakakolwiek to 580 w sufit da więcej światła.
Najczęściej tzw. "dmuchanie na zimne" spowodowane jest brakiem wiedzy i strachem przed wyrządzeniem szkody ukochanej osobie. Naprawdę, błyskanie lampą bardziej szkodzi dorosłemu niż noworodkowi. Akurat to co można wygooglać to opinie bazujące na "dmuchaniu na zimne".
Niemowlę najprawdopodobniej tak krótkich błysków (podobnie jak ptaki :-) ) nie widzi. Dorośli mają tzw. "powidok" po silnym oślepieniu ale to też jeszcze nie prowadzi do ślepoty.
Nieśmiało zauważę, że "ilość światła" w trakcie robienia zdjęcia jest mniej więcej równa "ilości światła" w dzień. Od dziennego światła jeszcze nikt nie oślepł nawet przy rozszerzonych atropiną źrenicach.
Pewnie, że nie należy przesadzać ale nawet kilka błysków dziennie szkody nie wyrządzi. Chyba, że ktoś naprawdę ustawi 580 na 100% i błyśnie z odległości paru cm - tylko, że wtedy zdjęcie wyjdzie prześwietlone :-)
Janusz,
Old enough to know better - but I do it anyway.Komentarz
-
Raczej chodziło mi o słowo "seriami", nie o rodzaj aparatu. Chociaż jak widzę wspomaganie autofokusa lampą błyskową w niektórych zaawansowanych lustrzankach - to jako potencjalny obiekt fotografowania wolę jeden przedbłysk w słabej lampie w małpce... Fotografowane dziecko pewnie też.
Cudzy noworodek dla lekarza to nie jest ukochana osoba - a ja akurat bazuję na opinii lekarzy dzieciologów a nie oszołomów, którzy w wolnych chwilach propagują w sieci leczenie raka burakami albo czosnkiem, i też mają tysiące udokumentowanych dowodów potwierdzających skuteczność takiej terapii.Najczęściej tzw. "dmuchanie na zimne" spowodowane jest brakiem wiedzy i strachem przed wyrządzeniem szkody ukochanej osobie.
A jeżeli nawet obcy ludzie dmuchają na zimne - to ja podmucham jeszcze bardziej, nie będę szukał w googlach tych czterech na krzyż dowodów na to, że wszyscy się mylą. I tyle.
No - przyjemne to to nie jest. Ale noworodek może to lubićNieśmiało zauważę, że "ilość światła" w trakcie robienia zdjęcia jest mniej więcej równa "ilości światła" w dzień. Od dziennego światła jeszcze nikt nie oślepł nawet przy rozszerzonych atropiną źrenicach.
Kurrde - sześciocyfrowe czułości w aparatach i po co to? Żeby miażdżyć konkurencję specyfikacją techniczną? Czemu tego się nie używa? Parę razy robiłem takie zdjęcia, na kliszy z trzycyfrową czułością - i dało się. Założę się, że teraz też się da.Komentarz
-
Komentarz
-
Komentarz
-
W mojej instrukcji obsługi EOSa na stronie nr 10 pod nagłówkiem "Zapobieganie poważnym obrażeniom i śmierci" napisane jest:
Jak ktoś chce niech sprawdzi ;-)...
• Nie wyzwalać lampy błyskowej w kierunku osoby kierującej pojazdem, ponieważ
może to spowodować wypadek.
• Nie wyzwalać lampy błyskowej w pobliżu oczu. Może to spowodować zaburzenia
widzenia. Podczas korzystania z lampy błyskowej do fotografowania niemowląt zachować
odległość co najmniej 1 metra.
...>>>--------> założyłem sobie bloga <--------<<<Komentarz
-
Hehehe - taka historyjka
No i wręcz odwrotnie to pewnego razu zadziałało. A jak? - a tak:
Znajomy taksówkarz kupił żonie jakiegoś "małpiszona". Jadą sobie jadą ulicą Opolską w Krakowie - kto zna ten wie że tam dość "horrornie" się jeździ i w sumie "jak Cie mogie" bo i dziurawo i tłoczno
, żona ogląda nową zabaweczkę i trach - nacisnęła spust migawki no i flesz błysnął. Jakież było zdumienie kolegi kiedy wszyscy "ściganci" z lewego pasa grzecznie zwolnili - ba!!! - co niektórzy to i na prawy zjechali
. Traktujcie tę anegdotkę jednak jako wyjątek potwierdzający regułę
.
Pozdrawiam.Komentarz
-
Jako tatuś i do tego przewrażliwiony powiem tak - badałem sprawę 1,5 roku temu przed tym, jak rodziło się moje dziecko, nie znalazłem przeciwwskazań poza błyskaniem bezpośrednio w źrenicę skierowaną na palnik z małej odległości. No ale zdrowy rozsądek kazałby też tak postepować, rozmawiałem też z pediatrami.
Początkowo dziecko w ogóle nie reagowało na błyski ale i tak ograniczałem się do 2-3 fotek z błyskiem. Później zauważyłem że mróży oczy i po ogólnej reakcji wyraźnie się boi po błysku lub że błysk przeszkadza (może w pewnym okresie być chyba też źródłem stresu), więc na pewien czas przestałem błyskać, później dziecko akceptowało już błyskanie ale nigdy nie waliłem lampą na wprost, zawsze używałem zewnętrznej.
Fotki są i dzieko całe ale tak po prostu - obbserwować reakcję dziecka na błysk, dzieko może nam bardzo wiele przekazać mową ciała.
Goniłem jak ktoś próbował robić małpką na wprost dziecka (źrenicy), kazałem jeżeli już, to focić z boku. Szczególnie jak szwagierka walnęła małpą na wprost z mniej niż metra, dziecku wyraźnie to się nie spodobało podczas, gdy nie ragowało w tym okresie źle na odbicie od sufitu.
Tyle od przewrażliwionego taty będącego pod nadzorem dużo bardziej przewrażliwionej mamy. Obserwować reakcję dziecka, to podstawa i zachować zdrowy rozsdek i będzie ok.Ostatnio edytowany przez Tommygun; 29379.Komentarz

Komentarz