Jak rodzi sie legenda .. LEE filtry
Zwiń
X
-
Jak rodzi sie legenda .. LEE filtry
pare sloikow i jedno body ......... ostatnio uzywane 9 lat temu czas nanowo zaczac przygode ....Tagi: Brak -
Interesujące w tym wszystkim jest to, że pokazali (nie po raz pierwszy zresztą), że nie ma w tym żadnej kosmicznej technologii, a produkcji udanych filtrów nie przeszkadza odpadająca z sufitu farba. Zwykle karmieni jesteśmy obrazkami spreparowanymi przez marketoidy. Tu mamy odrobinę realnego życia. Ciekawe, czy taka strategia na dłuższą metę się opłaci. -
mysle, ze nie ma zagrozenia. to jest sprzet drogi i specjalistyczny, dla osob przekonanych o wysokiej jakosci produktu, niezaleznie od tego, jak on jest wykonywany. to dziala w praktyce, jest sprawdzone, znane i uznane - a ze pani "przy kotle" ma nieuczesane wlosy, kota, osc ryby w kapeluszu i spluwa przez prawe ramie grzebiac w lewej dziurce nosa...
Ostatnio edytowany przez akustyk; 984.Komentarz
-
no manufaktura, mam, używam i będę nadal używał, jak kupowałem to gdzieś przeczytałem że produkt jest wytwarzany ręcznie i każdy egzemplarz jest poddawany wnikliwej kontroli jakości.Jestem szumofobem
S50/1.4A. Mam ostrego kundla.
Używam Lee: BS, LS, Lee Landscape Polarizer 105mm, .6, .9 soft i hard, holder 2 sloty + pierścieńKomentarz
-
muszę przyznać, że jestem zdziwiony, że cała magia polega na moczeniu w zleweie
swoją drogą, kobieta robi to już 23 lata...Komentarz
-
Ale starają sie skrócić proces "pieczenia w piekarniku" z 36 do 20 godzin. Żegnaj więc legendarna jakości
Kontakt ze mną tylko przez e-mail: "mirekkania na yahoo kropka com kropka au". PW nie czytam.
09. Rób i pokazuj zdjęcia, które podobają się tobie, a nie oglądającym.
---Moje zdjecia na FB---Komentarz
-
Od 1936 roku Polskie Wojsko wprowadzało do uzbrojenia nowy wzór szabli. Produkowała ją fabryka w Starachowicach. Szabla musiała spełniać określone normy jakościowe, które kontrolowano przecinając pręt stalowy fi:5mm, leżący na kowadle. Oczywiście ostrze nie mogło się przy tym wyszczerbić, a głownia złamać, czy zdeformować. Cała sztuka polegała na odpowiednim hartowaniu. Próbowano usilnie zautomatyzować ten proces, ale nie przynosiło to zadowalających efektów. Ciągle coś było nie tak, w związku z czym hartowanie odbywało się ręcznie. Najlepszym hartowaczem w fabryce był starszy pan, którego nigdy nie widziano trzeźwym. Jego pijaństwo tak wkurzało wszystkich, że w końcu wywalono go z roboty i... przyjęto znowu. Okazało się, że inni hartowacze nawet nie zbliżają się do jego powtarzalności jakościowej. Cały proces hartowania polegał zaś na odpowiednim rozgrzaniu głowni i wykonaniu "cięcia" przez znajdujący się w specjalnym korycie olej. Niby było to proste i jakieś takie nieprofesjonalne, ale...Nałómta siem odmieniwać kącufkuf po polskiemu!Komentarz
-
Byle tylko filtry i folie nie skończyły za kilka lat, tak jak dobrze zahartowane szable. Piszę bez sarkazmu - raczej z troską.Komentarz
-
a na sam koniec mozna bylo tylko zadac pytanie: po co zolnierzowi w XX wieku szabla? poza jakas parada wojskowa...Od 1936 roku Polskie Wojsko wprowadzało do uzbrojenia nowy wzór szabli. Produkowała ją fabryka w Starachowicach. Szabla musiała spełniać określone normy jakościowe, które kontrolowano przecinając pręt stalowy fi:5mm, leżący na kowadle. Oczywiście ostrze nie mogło się przy tym wyszczerbić, a głownia złamać, czy zdeformować. Cała sztuka polegała na odpowiednim hartowaniu. Próbowano usilnie zautomatyzować ten proces, ale nie przynosiło to zadowalających efektów. Ciągle coś było nie tak, w związku z czym hartowanie odbywało się ręcznie. Najlepszym hartowaczem w fabryce był starszy pan, którego nigdy nie widziano trzeźwym. Jego pijaństwo tak wkurzało wszystkich, że w końcu wywalono go z roboty i... przyjęto znowu. Okazało się, że inni hartowacze nawet nie zbliżają się do jego powtarzalności jakościowej. Cały proces hartowania polegał zaś na odpowiednim rozgrzaniu głowni i wykonaniu "cięcia" przez znajdujący się w specjalnym korycie olej. Niby było to proste i jakieś takie nieprofesjonalne, ale...
ale dobra... racjonalnosc i polskie wojsko... to se ne vidi...
Komentarz
-
No jak to na co? A z czołgami to czym walczyć?a na sam koniec mozna bylo tylko zadac pytanie: po co zolnierzowi w XX wieku szabla?
Poza tym każdy kawalerzysta musi mieć szablę i już.C500d; C15-85; C50/1,4; T70-300VC; C10-22, KIT z IS (poszedł do dobrego człowieka)Komentarz
-
Jakieś dwa lata temu, w wywoływanym tu czasem z nazwy czasopiśmie poświęconym fotografii cyfrowej, można było przeczytać, że w dobie technik HDR i ZdjęcioPracza, filtry są już przeżytkiem, bo pogarszają optycznie obraz, więc te szable też jakby nie z tej epoki... I tylko koni żal!Ostatnio edytowany przez mc_iek; 15659.Nałómta siem odmieniwać kącufkuf po polskiemu!Komentarz
-
... ale pod Krojantami to Guderian musiał swoim żołnierzom melisę parzyć, bo widoku szabli w działaniu ich morale tak spadło, że postanowili się okopać
Ostatnio edytowany przez Anpe; 20436.Komentarz
-
No bez jaj... mam nadzieję, że nie.
W fotoszopie można zrobić wszystko. To zdanie z reguły kolesia z jakimś tam kompaktem i mniej niż zerowym pojęciem o fotografii.
Ciekawe co mi powie na to profesjonalista?
Ja ze swojej strony powiem ze bez filtrów to już nie ta zabawa...
A ta historia o pijanym hartowaczu to na bank prawdziwa?trothlik
"Nie istnieją różnice prócz różnic stopni między różnymi stopniami i brakiem różnicy. To znaczy w przekładzie na ludzki język: któż teraz nie pije".Komentarz
-
Od 1936 roku Polskie Wojsko wprowadzało do uzbrojenia nowy wzór szabli. Produkowała ją fabryka w Starachowicach. Szabla musiała spełniać określone normy jakościowe, które kontrolowano przecinając pręt stalowy fi:5mm, leżący na kowadle. Oczywiście ostrze nie mogło się przy tym wyszczerbić, a głownia złamać, czy zdeformować. Cała sztuka polegała na odpowiednim hartowaniu. Próbowano usilnie zautomatyzować ten proces, ale nie przynosiło to zadowalających efektów. Ciągle coś było nie tak, w związku z czym hartowanie odbywało się ręcznie. Najlepszym hartowaczem w fabryce był starszy pan, którego nigdy nie widziano trzeźwym. Jego pijaństwo tak wkurzało wszystkich, że w końcu wywalono go z roboty i... przyjęto znowu. Okazało się, że inni hartowacze nawet nie zbliżają się do jego powtarzalności jakościowej. Cały proces hartowania polegał zaś na odpowiednim rozgrzaniu głowni i wykonaniu "cięcia" przez znajdujący się w specjalnym korycie olej. Niby było to proste i jakieś takie nieprofesjonalne, ale...
Szabla wz. 1934, zwana popularnie Ludwikówką, produkowana była w Hucie Ludwików w Kielcach, a nie w Starachowicach. Produkcja seryjna ruszyła w 1936r.
@ akustyk - w przedwojennym Wojsku Polskim było 27 pułków ułanów, 3 pułki szwoleżerów i 10 pułków strzelców konnych. Do tego szable nosili też oficerowie innych rodzajów broni. Tak więc zapotrzebowanie było duże.
A żeby nie było całkiem OT: filmik ładny.Komentarz
-
Nie podałem wzoru, bo jest on nieistotny na tym forum. Co do miejsca produkcji, chodziło mi o Centralny Okręg Przemysłowy i nie wiem skąd mi się wzięły te Starachowice. Chyba z faktu, że wchodziły w jego skład. Przepraszam za nieścisłość i obiecuję, że do następnego razu, ani razu nie podam błędnej informacji. Nie mniej jednak historia pokazuje, że bardzo wiele produktów najwyższej jakości produkuje się metodami chałupniczo/manufakturowymi. Myślę, że wczasach przedchińskich było to bardziej jednoznaczne, niż dzisiaj.
ps. Gdy pracowałem w Muzeum Wojska Polskiego, mieliśmy tam pewną przygodę związaną z szablą "prymuską". Na Komisję Zakupów trafiła szabla z dedykacją dla najlepszego absolwenta którejś szkoły oficerskiej z 1926r. Takie eksponaty to rarytasy na rynku kolekcjonerskim, bo są powiązane z konkretnym człowiekiem i w dużym stopniu można prześledzić ich historię. Nad szablą pochyliły się "tęgie głowy" badaczy, którzy mieli osądzić, czy szabla jest orginalna. Na pewnym etapie badań, szabla trafiła do nas, do pracowni renowacji, w celu określenia, czy technika grawerowania jest zgodna ze stosowaną w tym czasie. Zasadniczo nasi specjaliści nic niepokojącego nie wykryli i szabla miała być zakupiona za jakieś niemałe pieniądze. Leżała sobie na stole w pracowni i czekała na kogoś z "merytorycznych", który miał ją zabrać i nadać sprawie dalszy bieg. Tymczasem zajrzał do pracowni praktykujący w muzeum student. Popatrzył na szablę i stwierdził, że bardzo ładnie zrobiona lipa. Usłyszał to jeden z wicedyrektorów, który właśnie pojawił się żeby zabrać eksponat. Prawie rzucił się na studenta pytając, na jakiej podstawie tak twierdzi? Na co student spokojnie odrzekł, że godło jest nieprawidłowe, bo w tym roku jeszcze nie używano tego wzoru. Zrobił się mały smród, bo nikt z historyków z Komisji Zakupów nie zwrócił na to uwagi...
Przepraszam za OT, ale mam nadzieję, że w Hydeparku będzie mi wybaczony.Ostatnio edytowany przez mc_iek; 15659.Nałómta siem odmieniwać kącufkuf po polskiemu!Komentarz
Komentarz