Spieprzaj dziadu.

Zwiń
Ten temat jest zamknięty
X
X
 
  • Czas
  • Pokaż
Wyczyść wszystko
new posts
  • Nemeo
    Pełne uzależnienie
    • 2005
    • 1757

    #1

    Spieprzaj dziadu.

    Ale ubaw : http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomos...0,3087705.html
  • aptur
    Pełne uzależnienie
    • 2005
    • 3837

    #2
    Jeśli nie chcą tych pieniędzy to zapewne znajdzie się inne hospicjum

    Komentarz

    • Nemeo
      Pełne uzależnienie
      • 2005
      • 1757

      #3
      To jedyne hospicjum na świecie które ma nadmiar gotówki.
      Oto nasza "normalna inaczej" Polska.

      Komentarz

      • RafalK
        Bywalec
        • 2005
        • 104

        #4
        Zamieszczone przez Nemeo
        To jedyne hospicjum na świecie które ma nadmiar gotówki.
        Oto nasza "normalna inaczej" Polska.
        Abstrahując od zachowania dyrektora /który pewnie się po ludzku boi, że władze Warszawy uznają, że ma on coś wspólnego z propagowaniem tych opasek/ - to własnie tak jest, że warszawskie instytucje tego typu mają czasem nadmiar środków i brak pomysłów na ich sensowne spożytkowanie.

        Opowiadała mi nie dalej jak dwa dni temu koleżanka, jak to po wykonaniu porządków u dziecka w pokoju postanowiła przeczytane książeczki oraz niemal nieużywane zabawki podarować pewnemu warszawskiemu domowi dziecka. Na szczęście tam zadzwoniła - bo przynajmniej nie jechała na darmo. Pani po drugiej stronie drutu niemal wyśmiała jej propozycję. Ja rozumiem, że taki dom dziecka /czy hospicjum - bo ich to również dotyczy/ w Warszawie jest obdarowywane przez różne osoby fizyczne, firmy itp. instytucje, sądy zasądzające nawiązki, które wybierają z książki telefonicznej pierwszy adres z brzegu jako cel swoich działań charytatywnych - i pewnie książeczek, pluszaków a czasem i kasy (tak, tak) mają tam góry całe. Niemniej przynajmniej pozór radości z takiego daru oraz dyskretne przesłanie go tam, gdzie byłby rzeczywiście potrzebny byłoby pożądane.

        Z kolei sąsiadka jest prezesem znanej firmy z branży budowalnej. Zagraniczni właściciele oczekiwali od niej, by część środków na promocję przeznaczyła na wsparcie jakieś inicjatywy charytatywnej. Po kilkunastu rozmowach w Warszawie i poza nią zdecydowała się wesprzeć nieznany dom dziecka na ścianie wschodniej. Opowiadała, że przekazane pierwotnie niezbyt wielkie środki zostały spożytkowane z takim zapałem i tak sensownie że w chwili obecnej pracownicy /a nawet dziennikarze "branżowi", którzy przy jakieś okazji zapoznali się z tym przedsięwzięciem/ z własnej już kieszeni dokonują dalszych donacji.

        It's no business like charity business... /tak to się mówi?/
        --

        pozdrawiam,
        Rafał

        Komentarz

        • mario1275
          Początki nałogu
          • 2005
          • 420

          #5
          ba dom dziecka nie możę przyjąć używanej odzieży, przez przepisy, kiedyś żona robiła zbiórkę w szkole na dom dziecka i też na szczęście zadzwoniła wcześniej czego by najbardziej potrzebowali i tam pani wyjaśniła że to co potrzebują to jedno a to co mogą przyjąć to drugie. Ale polska to dziwny kraj w którym od darowanego np.: pieczywa trzeba państwu zapłacić podatek a właściwie trzeba by to określić jako haracz
          www.modelownia.pl

          Komentarz

          • Jac
            Pełne uzależnienie
            • 2004
            • 4813

            #6
            Zamieszczone przez Nemeo
            Jest to moim zdaniem smutne, bo sa uczciwie zarobione pieniadze, ktore moga sie kojarzyc z okreslonym pogladem i nie dziwie sie zadnej ze stron. Drektor napewno potrzebuje tych pieniedzy, ale z drugiej strony nie potrzebuje klopotow (ze strony zlosliwych urzednikow). Dlatego wystosowal pismo zeby byc czystym... poza tym moze stracic sponsorow ktorzy popieraja PiS a czy zyskac tych z PO... raczej nie...
            Instagram

            Komentarz

            • bonk
              Uzależniony
              • 2005
              • 636

              #7
              z domami dziecka to troche nie tak...

              od ponad dwóch lat uczestnicze w tzw programie "zaprzyjazniona rodzina".
              Po krótce polega on na tym ze zabieramy do siebie dziecko z domu dziecka na weekendy, ferie i wakacje itp.
              Mamy syna ale stwierdzilismy z żoną pewnego dnia ze mimo napietego planu tygodnia mozemy poswiecic troche swojego czasu dziecku ktore potrebuje ciepla. Zdecydowalismy sie pokrywac wszytkie koszty transportu,
              wyzywienia, odziezy, prezentow i tym podobnych.

              O podjeciu "wspolpracy" we wspomnianym przemnie programie z rodzina zaprzyjaźniona decyduje dyrektor placówki opiekuńczo-wychowawczej (jest tez psycholog, wywiad spoleczny itp itd) ktory ku naszemu zdziwieniu juz na pierwszeym spotakniu poinformowala nas zebysmy w zadnym wypadku nie robili dzieciom prezentow.
              Nasz zaprzyjazniony dom dziecka jest obdarywany prezentami ze wsząd przy byle okazji. Dzieci maja wysokie kieszonkowe i materialnie niczego im nie brak.
              Nadmiar prezentow musi bys poprostu oddany lub tez wyrzucony - co spolecznie odebrane by zostalo jako skandal.
              Napewno nie we wszystkich domach dziecka jest tak dobrze jak w wymienionym przezemnie nie mniej jednak napewno nie jest to odosobniony przypadek.

              Tym dzieciom brak jedynie milosci, zainteresowania i ciepla rodzinnego.
              Ostatnio edytowany przez bonk; 3313.

              Komentarz

              Pracuję...